O spotkaniach i kulturze - przed jubileuszem

Spotkania z kulturą ukraińską

Jak każde działanie, także i to wynikło z pewnej potrzeby. Cóż – każda mniejszość narodowa ma utrudniony kontakt ze swoją duchową Ojczyzną – nawet w dobie Internetu. To potrzeba numer jeden. W czasach, kiedy dochodziło do organizacji pierwszych koncertów, ujętych później we wspólne ramy „Spotkań…” (a były to lata dziewięćdziesiąte ubiegłego (!) wieku) w Wałczu działał ukraiński dziecięcy zespół pieśni i tańca „Wesełka”.

Jak każdy tego typu zespół – żeby dzieci chciały ćwiczyć i brać udział w zajęciach, musiały mieć stworzone warunki do prezentacji i pokazania tego, czego się nauczyły. Tych możliwości zawsze brakowało. To potrzeba numer dwa – stworzenie kolejnej okazji dla zespołu na zaprezentowanie swoich umiejętności.

Potrzeba numer trzy – jak ktoś mi kiedyś powiedział – w Wałczu, wszyscy jesteśmy skądś – jest więc wcale niemały procent ludzi, którzy chętnie przypomną sobie swoją młodość, przeżytą gdzieś tam we wschodnich województwach byłej II Rzeczypospolitej.

I potrzeba numer cztery – tkwiąca w organizatorze zakochanym w ukraińskim folklorze, ale i widzącym w nim także sposób na przekazywanie pewnych wartości – wierności dla tradycji, szacunku dla siebie i innych, integracji zarówno lokalnego społeczeństwa, jak również przyjeżdżających tu, do Wałcza obywateli Ukrainy – i ich integracji z wartościami europejskiej cywilizacji. „Precz z Moskwą. Patrz na Europę!” – wykrzyczał kiedyś w swoim poetycznym apelu-credo, rozstrzelany później w latach trzydziestych XX wieku przez bolszewików, ukraiński poeta Mykoła Chwylowyj.

Przypominając te słowa teraz (Anno Domini 2015), zauważmy, jak bardzo są one nadal aktualne. I dlatego głównymi uczestnikami „Spotkań…” z boku Ukrainy są zespoły z centralnej i północno-wschodniej jej części. Co rzeczywiście podraża koszty (dojazd), ale powoduje też, że w Czernihowie, Kijowie, czy Żytomierzu – Wałcz nie jest tylko nazwą geograficzną. I ma też ten skutek, że młodzi ludzie z tych miejscowości w czasach pierwszego Majdanu (2004/2005) i rewolucji godności (2013/2014) na moje telefony i sms-y – odpowiadali krótko: „proszę się nie martwić, działamy tak, jakby pan sobie życzył” – to też cytat.

Więcej informacji nie było mi potrzeba.

A wszystko inne – sama organizacja „Spotkań…”, które przerodziły się w trwającą trzy miesiące imprezę, z sześcioma, siedmioma, czy większą jeszcze liczbą koncertów i liczbą uczestników (artystów), sięgającą nawet czterystu osób – to tylko sposób przeprowadzenia. I wykorzystywania szans oraz możliwości – pierwszą z nich były oczywiście pilsko-jastrowieckie „Bukowińskie Spotkania” – aż grzech było nie wykorzystać takiej możliwości i obecności tylu ukraińskich zespołów tuż za miedzą. One też dały początek naszym wałecko-człopiańsko-mirosławieckim „Spotkaniom”. 

Dzisiaj są one już jednak oddzielną imprezą, która rozgrywa się w Wałczu, Człopie, Mirosławcu, Wołowych Lasach – i próbuje wychodzić też poza teren naszego powiatu (Choszczno). Ale chciałyby (Spotkania) zagościć także w Tucznie... Potrzebna jest jednak życzliwość i otwartość – taka, jaką dali nam włodarze zarówno człopiańskiej, jak i mirosławieckiej gminy. I gospodarze Wałcza oraz naszego powiatu.

Lwów, Kałusz, Drohobycz, Iwano-Frankowsk, Czerniowce, Kijów, Żytomierz, Czernihów, Kosów, Chocim – to tylko niektóre nazwy ukraińskich miast, zespoły których uczestniczyły w wałeckich prezentacjach. Warszawa, Wrocław, Legnica, Elbląg, Szczecin, Węgorzewo, Górowo Iławeckie, Biały Bór, Strzelce Krajeńskie, Kruklanki, Bytów, Kołobrzeg, Mokre – to miejscowości z  Polski, z których przyjeżdżały do nas zespoły.

Planujemy już XX Spotkania. Pewne jest jedno - będą niespodzianką. Chętnie też skorzystamy z podpowiedzi i weźmiemy pod uwagę pozytywne recenzje tegorocznej edycji – mają rację redaktorzy lokalnych mediów – trochę „Spotkania…” trzeba odsłodzić i pokazywać także takie grupy, jak chociażby lwowski Joryj Kłoc. Chociaż – dla przypomnienia tylko –  występ w 2013 roku Charry Band ze Lwowa też był hitem.

Spotkania z kulturą ukraińską

Dlaczego trzeba te zespoły promować? Bo są dobre - to raz, bo młodzi ludzie sięgają do korzeni - to dwa, bo czerpiąc z przebogatych źródeł ukraińskiego folkloru, ukazują go na nowo – to trzy. A dla mnie także cztery – nie śpiewają po angielsku i promują swoją, a nie obcą kulturę. Ich obecność w tym roku i w kolejnych latach nie jest dziełem przypadku. „Spotkania" ewoluowały zawsze. Inspiracją w rozszerzeniu formuły i wprowadzeniu młodzieżowych zespołów były natomiast wyniki analizy, przeprowadzonych wśród młodzieży ankiet. Co prawda dotyczyły one sfery oświaty, niemniej jednak, uzyskaliśmy kilka ważnych informacji, które można odnieść do innych sfer życia. Okazało się, że młodzież i owszem, nie ma nic przeciwko wyszywankom i szarowarom, ale chce również czegoś - nazwijmy to - bardziej współczesnego. Gdybyśmy byli mądrzejsi, być może przeanalizowalibyśmy wcześniej przyczyny sukcesu niektórych ukraińskich lub ukraińsko-polskich grup, które przebojem wdarły się na polską estradę, takich jak chociażby Enej czy Lemon. Niestety - myśl nasza aż tak lotną nie jest.

„Spotkania z kulturą ukraińską” są wyjątkową imprezą, nie tylko w skali powiatu czy regionu. Jest to bodajże jedyny „wędrujący” festiwal, niemający charakteru stacjonarnego. Tak jak chociażby te, które odbywają się w Szczecinie, Goleniowie, czy Trzebiatowie. Myślę, o ukraińskich imprezach.   I jedną z większych. Dosyć też licznie odwiedzaną. Przypomnę także, że wyprzedzając wszystkie „ścieżki edukacyjne” w oświacie organizowaliśmy swego czasu specjalne koncerty dla młodzieży wałeckiej. Wówczas z udziałem także polskich grup z Ukrainy. „Inną” także z powodu - zwróciła mi na to uwagę stała uczestniczka imprez - tego, że na koncert przychodzi mama z małą Nastką i dorosły syn ze swoją matką (dla mnie to zawsze było oczywiste).

Przygotowując się do kolejnych edycji „Spotkań” dziękuję wszystkim tym osobom i instytucjom, które nas wspierają, w tym przede wszystkim burmistrzowi Miasta Wałcz, staroście Powiatu Wałcz, burmistrzowi Miasta i Gminy Mirosławiec, burmistrzowi Miasta i Gminy Człopa. Dziękuję także współorganizatorom: Wałeckiemu Centrum Kultury (z prośbą do Pani Dyrektor, by zechciała bardziej jeszcze traktować imprezę jako „swoją”), Domowi Kultury w Człopie i Ośrodkowi Kultury w Mirosławcu. I osobom, bez których nie wyobrażam sobie organizacji - niezmordowanej Krysi Gryćko z Wołowych Lasów oraz całemu personelowi technicznemu WCK w Wałczu - potwierdzam słowa, wypowiedziane pod adresem Janusza Marciniaka. To rzeczywiście człowiek-instytucja.

I na zakończenie - gdzieś, kiedyś usłyszałem, że jeżeli są pieniądze, to można coś zrobić. „Coś” zrobić można zawsze. Jednak to nie pieniądze „robią" cokolwiek. Zawsze na początku jest człowiek i pomysł. Pieniądze to tylko środek do realizacji. Chociaż - nie zaprzeczam - niezwykle istotny. W przypadku  „Spotkań” naprawdę realny czasami jest wybór - śniadanie dla zespołu, czy reklama. Wybraliśmy to pierwsze - i to traktuję jako odpowiedź dla tych, którzy (słusznie zresztą), gnębią mnie pytaniami, dlaczego jest tak mało afiszy.

Marek Syrnyk


Kontakt

E-mail: prosvita@o2.pl
WWWW: www.prosvita.org.pl

Fundacja Prosvita
78-600 Wałcz
ul. Okulickiego 10-14/12
Polska

KRS 0000563332
Data wpisu: 30.06.2015
NIP 765-169-15-98
REGON 36189517000000

Bank BGŻ BNP Paribas S.A.
Oddział w Wałczu
ul. Kościuszkowców 11
78-600 Wałcz
Nr rachunku:
34 2030 0045 1110 0000 0411 1420

Spotkania z kulturą ukraińską

Jak każde działanie, także i to wynikło z pewnej potrzeby. Cóż – każda mniejszość narodowa ma utrudniony kontakt ze swoją duchową Ojczyzną – nawet w dobie Internetu. To potrzeba numer jeden.

W czasach, kiedy dochodziło do organizacji pierwszych koncertów, ujętych później we wspólne ramy „Spotkań…” (a były to lata dziewięćdziesiąte ubiegłego (!) wieku) w Wałczu działał ukraiński dziecięcy zespół pieśni i tańca „Wesełka”...